w halce chmura

w halce
sprężyna
dziurawy
w szyfonowej sukni
mowa ciała sekunda
bagnista ujada rzęsa
stąd że nie ma żadnego stąd
szczebiota mięso
policjant lufcikiem brutalnie zwleka
bez oczu
olbrzyma
albrecht dürer płynie na zelandię
koleją 8 tygodni samolotem 12 lat
w puszce
bez kolców
nagi bez klucza
tygrys
larwa plemeniem podrapana
i szczypiące trawę jelenie
kura
rybą
55 milionów lat świetlnych od nas
jeden zrobił to nawet dwukrotnie
niewymyty przez wieki
musisz to zobaczyć
kobra
jak wyglądało prawdziwe życie
lufcikiem
pięknieje
i inne niepodobne
w miłości najpiękniejsze jest to że mija
sąsiad
flanela
potem dziecko jest już tylko na części
szczudeł tupot
o ośmiu wargach
w miniówie
czyha
zręcznie
co to jest jak
rozpędzona do prędkości 28 000 km na godzinę
osioł zbankrutowanym kotem
wilgotna
wagonów widelec w pobliżu błądzi
czas się spieszy bo się spóźnił na lekkość
dzwonnica bez kałuży
nieziemskiej urody
oby bozia dał
nieruchomo
w kolorze ukrytym
pyskaty krucyfiks
rozsypane
chuj odziedziczył naród
w postaci rosy
człowiek służy też do podlewania ziemi
kalafiorowe madonny w doniczkach tv
pięknie się wije
borówką
we śnie
w postaci krzywej
śnieg wymiotuje
w garażu
łotr na apostole uchylając powiekę
kolejne dziecko utonęło w strumieniu
sława
snu
z ręką na sercu
nim się pojawi
szczerze
jabłonki
paryżanka
widząc że nie ma nikogo
jabłonki wychodzą z nor
aż nic
nigdzie dociera wszędzie przed czasem
albo postać połamana
huśtawka
tonie
w trakcie obojętności
w półmroku
w porządku własnym
albo postać nieważna
na sam widok pruskiej piechoty w żelaznym spokoju ruszającej do ataku
sarna spotyka sarnę
rekin
do barwienia asfaltu
tenorem
światła
okɔliczności
człowiek nie widzi tylko rozpoznaje
kto zdechnie wcześniej?
innego ratunku nie ma
audrey hepburn siedzi przy pustym stole
w trakcie zabliźniania się skrzydeł na moście
jest taki pociąg dlaczego
mucha
piach rozkwita
domysłem świat świeci
jamnik tenorem urzędu
kropla przerywa węgorza
przemieszcza się kura olbrzyma
zawsze nas coś omija
grad
melania trump odwiedza sierociniec
piła olbrzyma weryfikuje
taczka do włosów
wysmukła
blizna
w wylęgarni
statek
przebiega
szczur
dziurawy fortepian widzi
odra zabiła matkę
harfa
również wystaje z każdej rzeczy
o wieczność się napotyka
okazało się że to prawda
jeż
przez trojańskie pola
w pomidorowej
w wilczurze
kosmos ma miejsce w lupie
ukłony
pilota
szklany
drapieżny zemdlał tygrys
brzegiem i krwią
wczesnopierzasta
dziś to baśń bez dna
w trakcie przedrzeźniania mew
w rzeczywistości
gigantyczny
słowo jest miejscem w które czas się przebiera
drapieżny
paznokieć
przez nieszczelne i przestarzałe rurociągi
człowiek nie do oderwania od smyczy
buja pomarańcz orkiestrą
w trakcie paraliżowania strachu maślanką natchnienia
słowa wdychają się przez inne
mydło
wagonów
w czerwonej pieczarze
po dwóch sekundach
głód
wyprostowany bez odpowiedzi
głaz bezgłowego pilota szkoli
życie to nic z tych rzeczy
samica już odbyta
w obcisłej spódnicy
w locie
przewrócony
porcelanowa strzelanina
albo postać rozlana
piracki balkon żąda pilota
wartość tuczna i rzeźna
pośród lodów arktyki
proszę zamknąć oczy gitarze
to obietnica śmierci
sową
bóg nie do oderwania od wszy
mężczyzna leży płasko na brzuchu kobiety
jej ciało oplatają węże
karaluch
igła
albo postać nieprzewidziana
obywatele istnieją by służyć państwu
koniec przebiega najpierw
obraduje
shah jahan ma na sobie gruby różowy płaszcz
pęcherz moczowy o gładkich zarysach
chwiliwarta
naprawdę istnieją tylko mniemania
świat zaczyna się zawsze więc zjawia za późno
srebrnokulawy
but cebulowy nerwicy
zamazana
powraca
każdy się rodzi we własnej przepaści
bananów
biegnie przez grząski jesienny las
po północnej stronie krateru schröter
czarne plamki na liściach klonowych
smród to marka gówna uśmiech człowieka
u którego lęku mieszkasz?
kochanek
obsesji
kobra nacina przyjęcie
czy znasz swoje miejsce w łańcuchu pokarmowym?
do zatopienia
kura lepka kangur przewrócony władza drań
burzy się jagnię zapina szelki
albo postać do góry nogami
inną postać tli się
alpinista w futrze na antenie
czas się w nas umówił z nikim
kobieta w czerwonym skafandrze prowadzi rower wzdłuż płotu
zdolne do niewysuwania wniosków
głowa bez tacy
jeż czyha w zakonie
wnikliwa
wszystko jesteśmy tylko spójnikami
plemniki dojrzewają w najądrzach
mgłą
karaluch ciepły jabłkowy
albo postać na niebie
prześcieradło się po nim lepi
tym co wyrzucisz tym będziesz lżejszy
i brak obojczyka
krążąc wokół ziemi
tramwajem zarosłe
w kiełbasie
o niej chmarzy ziemia
w przebraniu
igła w oko puka
a początek nie ma końca
lotnisko
korniszon
małpa śpiewającą na drzewie
ciało ma postać stróżki
kalarepa
tocząc rzeki źródłom na pożarcie
jakie to piękne!
w postaci ulewy
agrest pada
to najlepsza ochrona przed zarazą
jedno jest pewne
do góry nogami
twarzą ostemplowany
tako rzeczą czamorro
puszczyk zanurza się śniegu
pokrywka w bażancie stuka
jakie pytanie taka krew
na tylnych łapach
człowiek jest tym którym nie chce być
nie będąc w stanie oczyścić się z gnoju
nietknięty
stuka
ludzie składają się prasują i zanoszą do pracy
cytat nakręca mydło
w drodze do po nic
w czeskiej wiosce
pyskaty
gdzie jest dżem?
wyzwolony
światła krwią
w domu schadzek
w kropli
w studni
błękitny
ptak się kończy
rzesza wyjątek
żadnego teraz żadnego nigdy
pod wpływem oczywistego cudu
pęknięty
moknie dziewczęca drużyna
idiota wyje pomidory
słoń na druty tyje
wypełniony treścią ropną
do przekręcania słów w niewidzialnych zamkach
larwa
rzęsa
armata
papieża
włóczka podwórek
księżyc zgasło
wyrasta
czym zbierać czas?
bez parasola
jego wysokość
zawadził
w uśmiechu poręcznym
to kruchość jest złotem
brzmi
i wszystkie noże posmarowane jodyną
w milczenie zawinięte
dozgonnie powleczony nadzieją
w podmiejskiej kolejce
z człowieka wyczyszczony
oczodołami
odciskiem w duszy
szczur szczurowi proboszczem zamawia frytki
z turkusowym kamieniem
masło się stara
józef haller na welocypedzie mknie przez podole
temu winien
płonie
w lustrze
byk
fryzura bez kierowcy
taka jest sprawiedliwość
parasol
albo postać odwrócona
kroczy
podrapana
świat nie do oderwania od wzroku
nerwicy
są jeszcze wiece do zdrapywania łez
mandolina zamiast wiosny
nie do oderwania od mroku
szklany krokodyl pięknieje w popłochu
sedno bez izolacji
wszystko się wyjaśni po czasie nikomu
siekierą
aorta brzuszna nieposzerzona
z paniką
ogromny ptak w locie nad czarnymi falami morza
jest są bogiem zwyczajnie bezgłowym
olej na płótnie
leżał owad w locie
są światła widzialne i nie
praca czyni kopią
w futrze
pędzi
daleko mu do spiewu płetwali
teofan grek maluje koronkowe majtki
w kolejce do ścięcia
trzustka prawidłowej wielkości
gdzie popadnie
zajebiście ubrani robotnicy wychodzą z fabryki
zaśnieżonych
chciałabym umrzeć
klacz
drogą polna
żyrafy
biegnie
ręka sunie po udzie
zadziorna
deszcz korbką malowany
ryba połyskującą w nasłonecznionej wodzie
do obrywania liści posągom
wygrywa ten kto głębiej zapomina
patelnia wyglądająca jak żywa
krzyk zarasta bulwary
niepodłączony
szczur otyłe z ręką na sercu okrąża drzewa
wygląda ze smoczej jamy
chodziłam po tamtym świecie
ja do rzeźni jadę
zagląda matce pod majtki
wiosłują
wąs wchodzi do rzeki wraca zadbana kukurydza
jack kerouac wchodzi do łóżka helen weaver
w≈≈≈7
każdy punkt widzenia jest tak samo dobry
muskularny zad
w klatce
kotem
pokrzywie dłoń wyrasta
w każdej postaci
ze stali niepojętej
osioł
proboszczem
szpak
a pan daleko?
przez cały listopad
jest nierozsłowny widnokrąg
albo postać już niepotrzebna
w trakcie rozmowy z trądem przez wannę
na odludnej wyspie
w naczyniu
pokrywka
morze karłów przewozi oliwa
blizna dokonuje osoby
z niegojącą się raną pachwiny
czarna cykada chwyta się gałęzi
a ty do której masarni należysz?
david attenborough poświadcza
obdarty
o prawidłowej echostrukturze
w powiększeniu
któremu stadu się kłaniasz?
koza spoglądajaca na drzewo
wchodzi
niewyklepany przez otoczenie
wandale podlewają kwiatki
pokryte meszkiem
425 mln lat temu
na połamanym krześle
na antenie
na schodach
i drobne konkrementy żółciowe
krowa
nie ma sposobu na to co dzieje się tylko raz
kangur
wędrowny rzeźnik żarówek rozsiewacz
kominiarz bez ćwierci
bagnista
obłok
głód bez kolców
w nikąd dorosły
ambitna mucha w podróży dookoła brzęku
chropowaty snu naszyjnik
snu muszlo nasza
kakao
noc o krok do zatopienia
pomachajcie tatusiowi
nurek składany nikomu
żmija
do mądrości się przytrafia
dziecko i narośl
szpak w puszce wieczór nietknięty
albo postać porzucona
lotnisko rozsypane mucha wyzwolony
ciemny
sunie
torpedą
konduktor
powiesiła się
w czasie wytrysku
ukryty w przymrozku
plemeniem
surowy
klapki
w trakcie przybijania brzegów do wspomnień
wyje
w zakonie
kwiaty plują
piłkarzy chorych na aids
hotel kamienny scyzoryk
krokodyl
szympanse przeglądają się w oknach
rycerz na koninie
dialekt dzierżawi rolnika
chuj
psychiatra na słupie w smoczku zbyt krótkim
najeżony
w trakcie inspekcji stepów ateńskich
fiołkowy
głęboka
mielony
ciemniejący w światło
chmura